Co myślę o swojej matce, gdy sama zostałam matką

Myślę o niej. Jest 2.15 w nocy, a ja myślę o niej. Mój 19 miesięczny syn złapał infekcje wirusową, na skutek której ma bolące krostki w gardle. Jest wykończony wymiotami, gorączką,  a na dodatek wychodzą mu trójki.  Przebudza się całą noc co 10-20 minut, siada na łóżku i płacze. Wyje, raczej bym rzekła. Nic nie jest w stanie ukoić jego bólu. Więc ja wstaje, przytulam, kładę się z nim i tak w kołko. Bezsilność mnie zabija. Wiem, że to po prostu wirus, ale serce mi krwawi tak, jakbym właśnie przeżywała najgorszy ból świata- patrzeć na swoje cierpiące dziecko. Kiedy w końcu o 5 nad ranem Myszek zasypia snem kamiennym na 1,5 godziny, ja nie mogę spać.  Myślę o niej.

Końcówka ciąży. Wiem, że to błogosławiony stan, że zaraz po raz kolejny stanę się matką, wydarzy się cud świata i w ogóle powinnam rzygać tęczą,  ale mi raczej do śmiechu nie jest. Nie mogę spać, wszystko boli, brzuch jest ogromniasty. Walczę z czymś na kształt rwy kulszowej,  która zarywa już w obu nogach, od pośladków po łydki.  W nocy wstaje na siku czasem nawet co 20 minut. Po nieprzespanej nocy, starszy syn wyrywa mnie o 6.10. Hormony wariują. W ciągu dnia wściekam się już o byle co. Myszek chyba wyczuwa moje podenerwowanie i tym bardziej daje mi w kość. Marudzi, wymyśla,  jakby sam nie wiedział czego chce. Przy jedzeniu przechodzi sam siebie, rozlewa „specjalnie” wodę dookoła, ja szarpie się z nim żeby oddał kubeczek, on podnosi na mnie rękę, ja na niego głos.. łzy napływają do oczu, zaciskam wargi z bezsilności. Niech ten dzień się już skończy. Kto przywróci moja anielską cierpliwość? Myślę o niej..

Poród. Drugi. Wszyscy mówili – obyś do szpitala zdążyła. A ja tu kwitnę już kilkanaście godzin, minuty wleką się jak serial argentyński, a oni mi mówią,  że przez ostatnie 3 godziny rozwarcie poszło tylko o pół centymetra. Pół!! Skurcze mnie wykańczają, rzucam się po łóżku jak w padaczce, starając się przetrwać kolejny. Jest przy mnie moja najukochańsza osoba na świecie – mąż. Uspokaja, motywuje, trzyma za rękę. Czasami wystarczy, że spojrzy ze współczuciem tymi swoimi błękitnymi oczami pełnymi troski i miłości. Wiem, że gdyby mógł, zamieniłby się ze mną.  Zamiast tego prosi, chodź poskakać na piłkę, będzie ci lepiej. Gdyby nie on, chyba bym umarła. Nigdy nie potrzebowałam go tak bardzo jak tam, gdy po 20 godzinach skurczów chyba już każdy zwątpiłby w swoja moc.. Myślę o niej..

Mam jakieś 15 lat. Cały świat zdaje się być przeciwko mnie. Nie rozumiem dlaczego ona się tak na mnie uwzięła. Przecież matki powinny kochać swoje dzieci, prawda? A ona tylko same zakazy, nie możesz tego i tamtego, komórka Ci niepotrzebna, na dyskotekę za młoda,  o wyjeździe pod namiot też zapomnij. Czuję się jak w klatce. A do tego strasznie poszkodowana przez los, no w końcu nikt nie ma gorzej nikt ja, nie? Takie piekło,  przecież wszyscy znajomi chodzą na dyskoteki, mają komórki,  a ja się czuję jak odrzutek. Czasami zalewa mnie fala złości, myślę że jej nienawidzę, że na pewno nigdy nie będę jak ona, myślę o ucieczce z domu..

Dzisiaj, sama będąc rodzicem, myślę o mojej mamie tysiąc razy dziennie.

Myślę o niej, gdy po raz enty wstaje do chorego dziecka. Ile nieprzespanych nocy ja jej zafundowałam? Kiedy koiła mój ból w swoich ciepłych ramionach? Głaskała bolące paluszki, gdy je przytrzasnęłam drzwiami, scałowywała łzy wielkości grochu, gdy zgubiłam swój ulubiony kapelusz w górach. Brała po raz tysięcy wolne, bo w przedszkolu byłam jednym z najbardziej chorowitych dzieciaków. Czytała bajeczki, żeby odwrócić moją uwagę, żebym się nie drapała podczas ospy. Gotowała pyszne obiady, bez buraczków oczywiście, przebierała dupkę, robiła domowe syropy z cebuli na przeziębienie i  trylion innych rzeczy co tylko matki potrafią. 

Myślę o niej, gdy jestem w ciąży. Ile zgag ja jej przysporzyłam będąc w brzuszku? Ile razy uciskałam na pęcherz. Wtedy też musiała zająć się starszym synem, miała spuchnięte nogi, a mnie się nie spieszyło na świat.. urodziłam się prawie 3 tygodnie po terminie..

Myślę o niej, gdy sama rodzę dziecko. Ona była wtedy sama, nie miała kochającej osoby przy boku, ani znieczulenia. Nikt nie trzymał ją za rękę, kiedy myślała że umrze, bo dziecko ponad 4 kg i trzeba kleszczowo..

Myślę o niej, gdy mam gorszy dzień i wydaje mi się, że dziecko wchodzi mi na głowę. Myślę o tym, jak ja wymyślałam jako kilkulatka. Ona wiecznie w biegu, wyszykować dwójkę,  jedno do przedszkola, drugie do szkoły, pędziła do pracy, potem szybko obiad,  prasowanie koszul dla męża,  sprzątanie domu..  Poranna gonitwa, a ja nie chcę ubierać dresowych spodenek, ja chce rajstopki, jak dziewczynka. Non stop rajstopki, ale nie te, tylko tamte. Ta sukienka też nie, no i chce jeszcze kokardkę do włosów, i spinki. I bransoletkę z plastikowych koralików kupioną na odpuście. A ona znosi to wszystko, czasem też może zaciśnie wargi..

Myślę jaka byłam dla niej straszna jako nastolatka. Jak mogłam w ogóle pomyśleć, że jej nienawidzę. Do dziś biczuje się mentalnie na choćby wspomnienie tej myśli. No bo jak można nienawidzić własną matkę, tą najkochańszą osobę pod słońcem. Mój świat by się chyba załamał, gdybym się kiedyś dowiedziała, że któreś z mych dzieci ma takie myśli. I się pewnie nie raz zawali.. Wiem, że to frazes i banał, ale dzisiaj, sama mając dzieci, rozumiem ją bardziej. Wtedy nie chciałam być jak ona, dziś zrobiłbym wszystko, by choć w połowie być nią.

Mamo przepraszam i dziękuję. Dzisiaj rozumiem co znaczy być matką, a pewnie w ciągu najbliższych kilku, kilkunastu i kilkudziesięciu lat zrozumiem jeszcze dobitniej. Że to najcięższy zawód świata, ale i cholernie wspaniały. Że nie można dać dziecku niczego piękniejszego niż samą siebie, swój czas, swoje zmartwienia, łzy i ogromne serducho na dłoni. Że nie ma słów, by opisać tą więź. 

Dziś w dzień matki życzę sobie Ciebie, a Tobie życzę byś teraz znalazła już tylko czas na odcinanie kuponów od tego, że masz wspaniałe dzieci. Bo zmartwień, chorób, nieprzespanych nocy już wystarczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *