MALTA – INFORMACJE PRAKTYCZNE

Malta – najdalej na południe wysunięte małe państewko na południu Europy przyciąga co roku setki tysięcy turystów. Co jest w nim takiego magicznego, że niektórzy rzucają wszystko, żeby się tu przeprowadzić? Gdzieś przeczytałam, że ludzie sprowadzają się na Maltę nie ze względu na wysokie zarobki, bo takich nie ma, ale ze względu na maltański styl życia i pogodę. Potrafię to sobie wyobrazić…

Malta figuruje na 186 miejscu pod względem powierzchni na 199 państw ze swoimi 316 km², co czyni ją 1000 razy mniejszą od Polski. Jednocześnie jest na 9 miejscu na świecie pod względem gęstości zaludnienia, a jej liczbę ludności można przyrównać do zaludnienia Gdańska (ok. 450 tys.). Wielu Polaków zapewne kojarzy Maltę ze względu na jej flagę, czyli odwróconą wersję polskiej flagi z dodanym krzyżem. W skład archipelagu Wysp Maltańskich wchodzą trzy główne wyspy: Malta, Gozo i Comino oraz kilka pomniejszych, głównie niezamieszkanych wysepek takich jak Cominotto czy Wyspa Św. Pawła. Około 97% Maltańczyków to Chrześcijanie. Stolica Republiki to Valletta, a obowiązująca waluta od 2008 roku to oczywiście euro (Malta przystąpiła do UE tak jak Polska w 2004 r.)

Malta posiada fascynującą historię. Prawdę mówiąc nie wiedziałam o niej za wiele do czasu, kiedy przyszło mi na Maltę lecieć. Zawsze byłam dość pilną uczennicą na historii, gdzie uczono mnie, że najstarszą europejską cywilizacją była ta na Krecie w Grecji, nigdy jednak nie natrafiłam nawet na wzmiankę o tym, że to właśnie na Malcie znajdują się najstarsze stojące budowle w Europie i na świecie (3600 r. p.n.e.)! Starsze nawet niż egipskie piramidy! A w jaskini Għar Dalam znaleziono ceramikę datowaną na 5000 r. p.n.e.! Nic więc dziwnego, że Malta pełna jest zabytków wpisanych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, ale o tym później. Wgłębiając się w zawiłości historyczne dopiero zrozumiałam skąd na Malcie tyle obcych wpływów, mających swoje odbicie w architekturze, języku i kuchni. Malta znajdowała się pod wpływami Fenicjan i Kartaginy, starożytnego Rzymu, Arabów, Królestwa Sycylii, Zakonu Maltańskiego i Wielkiej Brytanii. Państwem niepodległym jest od 1964 roku, ale mieszanka kultur i wpływów widoczna jest gołym okiem do dzisiaj.

Nie byłabym sobą jako filolożka, gdybym nie wspomniała o tym, jak zafascynował mnie język maltański. Dowiedziałam się, że nie ma on nic wspólnego z europejskimi językami, a jego korzenie wywodzą się z języków semickich, a konkretnie z rodziny afroazjatyckiej. Co to oznacza? A to, że jest to de facto język spokrewniony z arabskim, a bardziej szczegółowo – z tunezyjskim dialektem. Teraz już jestem w domu. Stąd w języku maltańskim to charakterystyczne gardłowe brzmienie. Ale to jeszcze nie koniec ciekawostek. Język maltański jest jedynym językiem semickim zapisywanym alfabetem łacińskim! A ponadto odnajdziemy wiele zapożyczeń z włoskiego i angielskiego, co sprawia, że język maltański jest totalną mieszanką wybuchową. W praktyce oznacza to, że Polak na Malcie jest zrozumie prawie nic 🙂 Ale to nic, gdyż maltańczycy w przeważającej większości mówią po angielsku, który jest drugim językiem urzędowym.

Kiedy jechać?

Malta znana jest ze swojej słonecznej pogody, ale trzeba pamiętać, że jak na prawie każdej wyspie klimat jest zmienny. Jeśli ktoś lubi ciepełko to powinien się wybrać od kwietnia do października, gdy temperatury oscylują w granicach 20-35°C. Statystycznie najrzadziej pada w lipcu, czyli wręcz odwrotnie jak w Polsce 🙂 Najbardziej deszczowe miesiące przypadają za to na listopad, grudzień i styczeń. My byliśmy na początku listopada, trafiając tym samym na dość pochmurny i zimny okres, choć ponoć rok wcześniej listopad był pogodny i bardzo ciepły, więc nigdy nie wiadomo. Podczas naszego pobytu temperatury wynosiły 15-23°C i czasami padało. Trzeba było więc się zaopatrzyć zarówno w rzeczy na upał –klapki, strój kąpielowy, krótkie bluzki, jak i adidasy i kurtki przeciwdeszczowe. W każdym razie kąpiel w morzu zaliczyliśmy 🙂 Więcej na temat temperatur na Malcie TUTAJ.

Gdzie nocować?

Valetta oraz graniczące z nią miasta – St. Julian’s oraz Sliema tworzą swoistą aglomerację, coś na kształt naszego Trójmiasta. Jeżeli chcecie zjechać wyspę autobusem to polecam zarezerwować nocleg w stolicy – w Valletcie, gdyż to właśnie stamtąd rusza większość tras. W samej Valletcie może być jednak drożej. My spaliśmy w Sliemie, ale niestety ruszając na podbój wyspy musieliśmy dojeżdżać najpierw do stolicy, na co traciliśmy ok. 30-40 minut.

Baza noclegowa na AirB&B jest szeroka. Wynajmując piękny, przestronny i całkowicie wyposażony apartament na 7 osób z widokiem na morze płaciliśmy 500 zł/os za 7 dni.

Transport

Na Maltę lecieliśmy Ryanairem z Poznania za ok. 300 zł/os, kupując bilety z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Jedyny międzynarodowy port lotniczy na wyspie znajduje się na obrzeżach stolicy. Lotnisko jest skomunikowane z resztą miasta transportem publicznym, choć my z wygody zamówiliśmy wcześniej taksówkę. Koszt taxi to 30-35 euro na 7 osób dorosłych plus dziecko (poprosiliśmy o fotelik i nie było problemu). Obsługa lotniska na Malcie przychylnie patrzy na rodziny z dziećmi. Przy odlocie zaproszono do pomieszczenia dla pasażerów z priority boarding, wyposażonego w toaletę z przewijakiem, gdzie w spokoju oczekiwaliśmy na odprawę.

Na miejscu rozważaliśmy opcję wypożyczenia auta, ale w obawie przed lewostronnym ruchem oraz zachęceni pozytywnymi komentarzami na temat maltańskiej komunikacji publicznej odrzuciliśmy tę opcję. I słusznie. Przez cały pobyt bardzo intensywnie podróżowaliśmy maltańskimi środkami transportu. Ze względu na duże zagęszczenie ludności można się spodziewać wzmożonego ruchu. Rzeczywiście w godzinach szczytu ulice się korkowały, przez co autobusy się często trochę spóźniały, ale mimo wszystko komunikację oceniam na plus. Ale uwaga! My byliśmy na Malcie w listopadzie, czyli poza sezonem, a i tak ruch był dość spory, czasami był problem z wejściem do autobusu i większość tras niestety trzeba było stać, więc szczerze nie wyobrażam sobie jak to wygląda w szczycie sezonu i w 35 stopniowym upale…

Siatka połączeń jest naprawdę rozbudowana i bez problemu można dostać się w każde miejsce na wyspie. My codziennie poruszaliśmy się wyznaczoną trasą, choć nie raz dotarcie na drugi koniec wyspy zajmował około godziny.

Od razu powiem, że podróżowanie w ciąży z wózkiem autobusami na Malcie do wielkich przyjemności nie należy, właśnie ze względu na ilość turystów. Nie raz ustawialiśmy się kilkanaście minut przed przyjazdem autobusu w kolejkę, żeby mieć miejsce. Na szczęście wszystkie autobusy posiadały wyznaczone miejsca na wózki oraz dla osób niepełnosprawnych i kobiet w ciąży, z czego z wielką chęcią korzystaliśmy. Ludzie byli mili, chętnie ustępowali miejsca, choć wiadomo jak to z turystami bywa, nie raz trzeba było się prosić o swoje i zwracać uwagę na oznakowane miejsca 🙂

Najwygodniej wykupić sobie kartę tallinja card EXPLORE, która jest ważna 7 dni, a jej koszt to 21 euro. Karta upoważnia do nieograniczonych podróży autobusami na całej wyspie głównej oraz Gozo. Więcej na ten temat TUTAJ.

Jedzenie

Malta to mix kultur, co znajduje swoje odzwierciedlenie także w kuchni. Jako była kolonia brytyjska jest znana ze swojego upodobania do fish&chips serwowanych na każdym rogu. Oprócz tego znajdziemy oczywiście steki i nieśmiertelne apple pie, czyli naszą szarlotkę. Drugim znaczącym wpływem kulinarnym jest kuchnia włoska, a więc całe bogactwo makaronów oraz pizz. Znajdziemy też mnóstwo lodziarni z prawdziwymi lodami włoskimi, obsługiwanych przez Włochów. Przyznam, że po lodach zasmakowanych w Wiedniu wydawało mi się, że nigdy nie skosztuję czegoś lepszego. Do czasu, aż trafiłam na włoską lodziarnię Rivareno Gelaro w St. Julian’s, do której wróciłam jeszcze 2 razy (TripAdvisor). Lody po prostu rozpływają się w ustach, a menu jest imponujące. Dostaniemy tu np. lody kokosowe z mleka kokosowego ze Sri Lanki z kawałkami kokosa, lody śmietankowe z wanilią z Madagaskaru, pistacjowe z pistacjami z Sycylii, a także lody z prawdziwej owczej ricotty z karmelizowanymi figami. Pyyyyycha!

Rodzima kuchnia maltańska to dania śródziemnomorskie, bazujące na owocach morza. Polecam szczególnie spróbować świeżą rybę, kalmary z wariacjami na temat makaronów, np. z czarnym makaronem z sepią. Lokalnym przysmakiem są również dania z królika. Ceny dań są europejskie, ale przystępne. Ku naszemu zdziwieniu w restauracji za pyszny obiad zapłaciliśmy tyle, ile za świeże ryby na targu. Należy też pamiętać o napiwkach, zarobki pracowników gastronomii w wielu restauracjach opierają się właśnie na napiwkach, ponadto można spotkać wielu Polaków wśród obsługi.

W kolejnym wpisie przedstawię Wam „zaliczone” przez Rodzinną Jazdę zabytki i atrakcje. A było tego sporo… Myślę, że kilka fotek będzie najlepszą zachętą..

 

1 comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *