Jak zwiedzić Maltę w 5 dni? Fotorelacja

Republika Malty – jedno z najbardziej słonecznych państw, gdzie znajdziemy najstarsze w Europie stojące budowle (!). Dziwny język niezrozumiale szumi w uszach. W restauracji zjemy pysznego królika, ale też włoskie pizze i popularne u Brytyjczyków steaki lub fish&chips. To wszystko za sprawą bogatej historii, obfitującej w najazdy różnych ludów: od Fenicjan, przez Rzymian, Arabów, Włochów kończąc na Wielkiej Brytanii. Malta to też historia zakonu maltańskiego, dzięki któremu mamy tu jedno z największych zagęszczeń zabytków, głównie tych sakralnych. Jak to wszystko zwiedzić w zaledwie kilka dni? Nam się udało, choć z pewnością byłoby po co wrócić..

Na Malcie byliśmy 6 dni, jednak pierwszy dzień ze względu na trudy podróży spędziliśmy na zakwaterowaniu, odpoczynku i chill-outowym spacerze po okolicy. Zwiedzanie pełną parą zaczęliśmy od 2 dnia i tak przez 3 kolejne, a cały pobyt zakończyliśmy całodniowym plażowaniem na Golden Bay.

1 dzień – Valletta

Valletta – to miejsce szczególne z co najmniej 3 powodów. Po pierwsze stare miasto to jeden z najbardziej zagęszczonych obszarów zabytkowych na świecie w całości wpisane na listę UNESCO. Po drugie to najdalej na południe wysunięta stolica w Europie. A po trzecie najbardziej słoneczna miejscowość w Europie. Czego chcieć więcej?

Valletta jako stolica Malty jest ściśle związana z historią Zakonu Maltańskiego.  Powstawała pod koniec XVI wieku po przybyciu na wyspę Jean’a Parisota de la Valette –joannity, wielkiego mistrza, który traktując Maltę jako tymczasową bazę, zamierzał zbudować miasto obronne. De la Vallette chcąc obronić Maltę przed najazdem Turków, trochę się spieszył. Z tego powodu w trakcie budowy miasta nie wyrównano jego poziomu, a nierówności terenu zastąpiono licznymi schodami. Aby jednak ułatwić sprawę rycerzom, powstałe stopnie są szerokie i dość niskie, co by to konie niosące joannitów za bardzo się nie męczyły 🙂 Valletta dzięki temu jest urokliwa, bo zróżnicowanie w terenie przekłada się na piękne widoki, z drugiej strony spacerowanie po niej jest strasznie męczące.

O zabytkach Valletty nie będę Wam pisać za wiele, bo…jest ich za dużo! A konkretnie 320. Uważam, że Vallettę należy traktować jako jeden wielki zabytek sam w sobie. Dla mnie wystarczającą atrakcją było spacerowanie po lśniących historycznych brukach i chłonięcie atmosfery tego wyjątkowego miejsca. Wspomnę więc tylko o dwóch najfajniejszych.

Konkatedra św. Jana (St John’s Co-Cathedral )– z zewnątrz bardzo niepozorna, w środku bijąca po oczach barokowym przepychem, pełna złotych ornamentów. Bilet kosztuje 10 euro, ale z pewnością wart jest swej ceny, gdyż w ramach niego zwiedzamy katedrę z 9 pięknymi nawami oraz muzeum. W cenie biletu jest też audio guide  dostępny w kilku językach, niestety brak polskiego. Najbardziej znany zabytek katedry to obraz Caravaggia – Ścięcie Jana Chrzciciela. Nie jestem fanką muzeów, ale muzeum katedralne naprawdę przypadło mi do gustu. W szczególności największa na świecie kolekcja olbrzymich gobelinów oraz kolekcja manuskryptów wiekowych chorałów. Więcej informacji znajdziecie na stronie muzeum.

Dolne i górne ogrody Barrakka (Lower Barrakka Gardens, Upper Barrakka Gardens) – publiczne ogrody miejskie umiejscowione w dwóch “rogach” miasta, pierwotnie służące jako miejsce wypoczynku rycerzy. Miejsce miłe i przyjemne, pełne zieleni, w sam raz na przerwę na kawkę i ciastko. W ogrodach znajdują się fontanny, rzeźby, tablice pamiątkowe, ale największą atrakcją i tak są widoki rozciągające się na zatokę.

A tak poza tym…Wiele zabytków oglądaliśmy tylko z zewnątrz, jak w przypadku oberży rycerskich – miejsc, w których spotykali się lub mieszkali rycerze maltańscy różnych narodowości. Niestety kilka zabytków okazało się niewypałem, gdyż mieliśmy pecha:

Pałac Wielkich Mistrzów – obecnie siedziba prezydenta. Ponoć robi wielkie wrażenie. Ponoć, gdyż nam nie było dane zwiedzić. Podczas naszego pobytu pałac przechodził wielką renowację, ze względu na zbliżający się wielkimi krokami 2018 rok, kiedy to Valletta będzie Europejską Stolicą Kultury. A szkoda..

Fontanna trytonów – znajduje się tuż u wejścia do historycznego centrum. Jest to miejsce spotkań i punkt orientacyjny wielu wycieczek. Najpiękniej wygląda ponoć przy wieczornym oświetleniu. W listopadzie 2016 nie działała.

Kościół św. Pawła Rozbitka – również zamknięty.

2 dzień – Gozo

Spotkałam się z wieloma twierdzeniami, że jeśli chcemy poczuć prawdziwy maltański klimat powinniśmy się wybrać właśnie na Gozo. Nie jestem do końca przekonana czy to prawda, gdyż morze turystów (mimo, że byliśmy poza sezonem) skutecznie zabija wyjątkowość takich miejsc. Nie znaczy to wcale, że Gozo nie jest piękne i fascynujące, bo jest. Jednodniową wycieczkę na Gozo zaliczam zdecydowanie na najlepszych atrakcji Malty. Dziś żałuję, że rezerwując noclegi nie wpadliśmy na to, żeby tam zostać choć jedną noc.

Historia Gozo wiąże się z Kalipso. U brzegów wyspy doszło bowiem ponoć do rozbicia statku Odyseusza wracającego z wojny trojańskiej, a w jednej z jaskiń Kalipso miała go przetrzymywać jako swojego więźnia vel kochanka przez 7 lat. Nie wiem jak Was, ale mnie ta historia całkowicie kupiła. Podróżując po Gozo wyobrażałam sobie mitologiczne sceny, co jeszcze bardziej podkręciło atmosferę całego miejsca.

Na Gozo wybieramy się wcześnie rano z Cirkewwy, gdzie codziennie odchodzą promy. Wracamy późno wieczorem. Promy kursują dość często, ale czasami turystów jest zbyt dużo i należy czekać na kolejny. Warto sprawdzić rozkład tutaj. Na Gozo płyniemy za darmo, ale za powrót już płacimy niecałe 5 euro, taki system 🙂 Na wyspie obowiązuje karta tallinja, o której pisałam TUTAJ, ale zjechanie wyspy transportem publicznym w 1 dzień jest ponoć niemożliwe. Możliwe jest natomiast wykupienie biletu na autobus hop on, hop off, do którego zachęca mnóstwo naganiaczy jeszcze przed wejściem na prom. My trafiliśmy na Polaka, z którym stargowaliśmy bilet na 10 euro/os. Zasada jest taka, że otrzymujemy mapkę wyspy z zaznaczonymi przystankami, na których zatrzymuje się autobus hop on hop off . Autobusy kursują średnio co kilkadziesiąt minut. To my decydujemy gdzie wysiadamy i jak długi czas chcemy poświęcić na daną atrakcję. W teorii możliwe jest odwiedzenie większości z nich, ja natomiast nie wiem za bardzo jak, gdyż my zaliczyliśmy zaledwie 4 przystanki na kilkanaście, a i tak zszedł nam cały dzień. Autobus to mimo wszystko chyba najlepsza opcja na zwiedzanie wyspy. W pakiecie dostajemy słuchawki, przez które posłuchamy opowieści o Gozo i właśnie mijanych zabytkach w kilkudziesięciu językach. Niestety nie we wszystkich autobusach działał język polski. Na trasie znajdują się też bodajże 2 przystanki, gdzie autobus zatrzymuje się na 15 minut i to w zupełności starczy do zwiedzenia atrakcji. Tak było np. w przypadku jaskini Kalipso. Do samej jaskini oczywiście nie wejdziemy, ale zobaczymy wejście i widok z klifu, który jest imponujący. Gdzie postanowiliśmy się jeszcze zatrzymać? Na plażowanie, w wiosce rybackiej i oczywiście przy niestety nieobecnym już Azzure Window. Ostatnim przystankiem, już wieczorem, była stolica Gozo, czyli Victoria (Rabat), niestety zabytki już były zamknięte, więc zaliczyliśmy tylko spacer.

Azzure Window – czy warto po 8 marca 2017? Azzure Window, czyli most skalny powstały przez erozję wody i wiatru na przestrzeni setek lat, zawalił się w marcu tego roku. Bezsprzecznie była to jedna z największych atrakcji Malty, a w szczególności Gozo; pomnik przyrody, który pojawiał się na większości pocztówek i zdjęć z Malty. Lazurowe okno w istocie było przepiękne, ale również urocza była sama okolica, widok na klify skalne z przeciwnym kierunku od okna są również bardzo urodziwe, spójrzcie sami..

3 dzień – Rabat, Mdina i klify Dingli

Rabat i Mdina – dawna stolica wyspy, to praktycznie zrośnięte w jeden organizm dwa miasteczka, które oddziela fosa. Większy Rabat jest związany z historią dwóch Świętych – Agaty i Pawła. Św. Agata miała przybyć tutaj uciekając z Sycylii przed prześladowaniami chrześcijan. Św. Paweł natomiast odcisnął głębokie piętno na historii wyspy. Apostoł trafił tu wraz z innymi więźniami podczas eskorty do Rzymu, gdzie czekał go proces za działalność misyjną. Statek z więźniami miał się rozbić u brzegów wyspy, jednak cała załoga przeżyła. Św. Paweł miał przebywać na Malcie 3 miesiące, podczas których przetrzymywano go właśnie m. in. w Rabacie. Więźnia trzymano w podziemnych grotach, nad którymi wybudowano w późniejszych wiekach kościół św. Pawła. Apostoł miał podczas swego pobytu uzdrowić ojca Publiusza, namiestnika wyspy (katedra z Mdinie stoi na miejscu, w którym wcześniej miał stać dom Publiusza). Na całej Malcie znajduje się wiele miejsc związanych ze św. Pawłem, poczytacie o nich więcej tutaj i tutaj . W Rabacie zwiedzamy kościół parafialny pw. św. Pawła wraz z katakumbami, w których jest słynna Grota św. Pawła (Jan Paweł II odwiedził to miejsce). W pobliżu znajduje się także schron z II wojny światowej oraz muzeum. Bilet łączony na wszystkie te atrakcje kosztuje 5 euro, więc stosunkowo niewiele, a zwiedzanie jest interesujące: historia tych miejsc naprawdę fascynująca, a chłodek podziemi całkiem przyjemny, szczególnie podczas upału.

Mdina (Silent City)– najbardziej urokliwe miejsce całej Malty w mojej ocenie. Mdina to dawna stolica wyspy, otoczona grubymi murami. Na wejściu przez bramę główną otrzymujemy mapkę z atrakcjami i idziemy wyznaczonym szlakiem. Po miasteczku się przyjemnie spaceruje, ma niepowtarzalny klimat. Mdina zachowała swój średniowieczny charakter, choć była prawie całkowicie zniszczona przez trzęsienie ziemi pod koniec XVII wieku. Wąskie brukowane uliczki, wysokie mury oraz brak ruchu samochodowego sprawiają, że mamy wrażenie znajdowania się w mieście totalnie oderwanym od rzeczywistości. Mdina ma zaledwie 400 stałych mieszkańców, choć turystów jest sporo to mimo wszystko bije z tego miejsca cisza i spokój.W zwiedzaniu Mdiny niepodważalnym plusem jest jej kompaktowość, zejdziemy ją całą w około godzinę. Dla fanów Gry o Tron najlepszą rekomendacją będzie, że to właśnie w Mdinie powstawała część zdjęć do produkcji.

Klify Dingli –  przy okazji wycieczki do historycznych miast Rabatu i Mdiny warto wybrać się na niedalekie Klify Dingli. Dingli to miejscowość, jednak nie znajdziemy tu za wiele, gdyż całe miejsce to raczej pustkowie z kilkoma zabudowania, jednym kościółkiem, jedną restauracją i kilkoma handlarzami sprzedającymi opuncję (która BTW rośnie przy drodze). Może to i dobrze, że klify nie zostały zasypane typowo turystyczną sieczką, gdyż to co robi tu wrażenie to ogrom natury, która nie potrzebuje żadnej otoczki. Są to jedne z najwyższych klifów południowej Europy (ok. 250 m n.p.m.), a jednocześnie najwyższe wzniesienia na Malcie. Widoki są powalające. Należy się przygotować, że na klifach bardzo wieje, więc temperatura nie dość, że jest niższa ze względu na wysokość, to także ze względu na silny wiatr.

4 dzień – Blue Grotto i Marxaloks

Blue Grotto to przyrodnicza atrakcja turystyczna Malty. Czytałam opinie o tym miejscu jako masówce turystycznej, co ponoć psuje cały urok miejsca– nas jednak ominęła ta wątpliwa przyjemność, gdyż w listopadzie było na miejscu zaledwie kilkanaścioro turystów. Blue Grotto to kompleks grot i jaskiń wydrążonych w skale przez działanie wody. Dojeżdżamy do Wied iż-Żurrieq autobusem miejskim i podążamy w stronę przystani. Zwiedzany kompleksu odbywa się przy pomocy kilkuosobowych motorówek. Bilety kosztują 8 euro od osoby dorosłej. Czas oczekiwania zależy od ilości osób – u nas było to zaledwie kilka minut. Zastanawiałam się, czy rejs jest niebezpieczny-gdyż byłam w 5 miesiącu ciąży. Obsługa jednak rozwiała moje wątpliwości, więc postanowiłam popłynąć, natomiast zdecydowaliśmy się nie brać naszego ponad 1,5 rocznego Myszka. Rejs trwa ok. 25 minut. Wyjątkowość tego miejsca polega na działaniu światła – w zależności od koloru dna morskiego i skał oraz padających promieni słonecznych, możemy tu zaobserwować niesamowita grę świateł, najbardziej odpowiednią porą są godziny przedpołudniowe, gdy światło pada wprost na groty. Woda w największej z nich jest naprawdę iście lazurowa. Zwiedzanie tego cudu natury przysporzyło nam fajnych emocji, dodatkowo wycieczka motorówką też była przyjemna. Mimo łamanej angielszczyzny przewodnika udało nam się dowiedzieć kilku interesujących faktów.

Marsaxlokk – mała miejscowość rybacka, znana przede wszystkim ze swojego pocztówkowego widoku nabrzeża z setkami zacumowanych łódek – luzzu – tradycyjnych maltańskich łodzi rybackich. Łódki ze względu na wzmocnienia są ponoć dość odporne na warunki atmosferyczne, do dzisiaj służą więc głównie do połowu ryb, choć także jako atrakcja do przewozu turystów. Tradycyjne luzzu są żółto-niebieskie z namalowanymi parami oczu, najprawdopodobniej wg tradycji na cześć oka Horusa lub Ozyrysa. Wszystkowidzące oczy mają odstraszać złe moce. Do Marsaxlokk dojeżdżamy miejskim autobusem i spacerujemy wzdłuż promenady. Spotykamy rybaków reperujących sieci. Są też stoiska z przepięknymi haftowanymi i koronkowymi obrusami i serwetami oraz innymi maltańskimi rękodziełami. W niedzielę ponoć spotkamy tu imponujący targ rybny. W Marsaxlokk oczywiście warto zatrzymać się na rybkę w jednej z wielu restauracji w każdy inny dzień tygodnia.

 

5 dzień – plażowanie w Golden Bay

Listopad okazał się dla nas niezbyt przychylnym okresem na plażowanie, choć ponoć zdarzało się w poprzednich latach, że ten okres był gorący. Sprawdzaliśmy prognozę na bieżąco i wybraliśmy najładniejszy dzień na plażowanie. Na Malcie jest co najmniej kilka plaż wartych uwagi. Nasz wybór padł na najpopularniejszą chyba Golden Bay. Jest tam łatwy dojazd autobusem, a na miejscu mnóstwo knajpek i kawiarenek. Złoty i drobny piasek przywitał nas spragnionym w tej porze roku ciepełkiem. Zaliczyliśmy oczywiście kąpiel w morzu i słodko poleniuchowaliśmy po intensywnym kilkudniowym zwiedzaniu.

Malta z małym dzieckiem/Malta w ciąży

Może kogoś jeszcze interesuje następujący temat: czy warto się wybrać na Maltę z małym dzieckiem lub będąc w ciąży? Jak najbardziej. My przetestowaliśmy obie opcje, więc mogę się wypowiedzieć 🙂 Będąc na Malcie byłam w 5 miesiącu ciąży, a Myszek miał 15 miesięcy. Zwiedzaliśmy dość intensywnie, praktycznie cały dzień spędzając poza domem, więc uważam, że był to ostatni dzwonek na taką podróż w ciąży. Na co dzień korzystaliśmy z komunikacji miejskiej, gdzie ludzie raczej ustępowali mi miejsca (o czym więcej pisałam TUTAJ), lecz mimo wszystko po całym dniu, czułam się czasami dość „wytrzęsiona”. Temperatury na szczęście sprzyjały, lecz nie wyobrażam sobie wyjazdu w tym stadium w sezonie, gdy doskwiera upał, gdyż i tak było mi czasami duszno w autobusach. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazało się dla mnie Gozo, gdyż na każdym przystanku znajdowała się bezpłatna toaleta, co dla kobiety w ciąży jest jak wiadomo kluczowe 🙂 Jeśli chodzi o podróż z dzieckiem, to myślę że Malta jest dość dobrą destynacją poza sezonem. Ciekawe atrakcje, głównie te przyrodnicze raczej przypadną do gustu małym podróżnikom. Ludzie przyjaźni, można było liczyć na pewne przywileje wynikające z posiadania małego dziecka, szczególnie na lotnisku. W trakcie zwiedzania dostępność przewijaków średnia, ale to jak prawie wszędzie, trzeba sobie radzić inaczej.

 

 

1 comment

    swietnie napisant artykol ,dziekuje wlasnie lece z dzieckiem na Malte skorzystam z waszej wiedzy,,pozdrawiam

    Barbara C. | 2 lata ago Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *