Rozwój mowy i zdolności muzycznych dziecka – cz. I – od ciąży do 1 roku

Każdy ma swojego hopla. Mnie fascynuje nauka mowy u dzieci. Jeszcze za czasów studenckich siedziałam z wypiekami na twarzy na zajęciach z językoznawstwa, w szczególności poświęconym mechanizmom nauki języka u dzieci, ale także u osób z afazją po wylewach, udarach itp. Fascynowało mnie to, jak praktycznie cały czas leżące i na pozór nie czające dziecię na naszych oczach zgłębia fenomen języka, uczy się słów, składa nieporadnie pierwsze zdania, tworzy neologizmy, popełnia urocze błędy.

Część z Was pewnie wie, że studiowałam polonistykę, rozwijałam się muzycznie i robiłam podyplomowe studia pedagogiczne. W każdej z tych szkół miałam zajęcia na temat rozwoju mowy, mechanizmów powstawania dźwięków, budowy aparatu mowy itp. Postanowiłam więc zebrać tą wiedzę i przygotować dla Was wpis o rozwoju mowy i zdolności muzycznych od ciąży do 3 roku życia, ale gdy zaczęłam pisać, okazało się, że mam na ten temat tyle do powiedzenia :), że podzielę to na dwa wpisy. Oto pierwszy. Drugi będzie poświęcony rozwojowi mowy po 1 roku życia, gdzie przedstawię Wam wiele praktycznych wskazówek, zabaw, które wykorzystywałam na co dzień w nauce mowy u Myszka.

Wiele razy pytaliście mnie jak to zrobiłam, że Grześ w tym wieku już mówi i to mówi tak dużo. Od razu mówię, żeby było jasne. Nie interesuje mnie wyścig szczurów pt.: moje dziecko już siedzi, moje już mówi alfabet, a moje staje na głowie. Uważam, że każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Nie znaczy to jednak, że nie warto wspomagać rozwoju i stymulować naturalnej chęci poznawania świata. Do rozwoju mowy przyłożyłam szczególną wagę, gdyż uważałam to zawsze za ważną kwestię. Dlaczego?

Zacznijmy od kilku faktów.

Czy zdolność rozumienia języka jest wrodzona?

Znany językoznawca Noam Chomsky jest autorem teorii o  wrodzonej kompetencji językowej. Znaczy to, że dziecko rodząc się posiada nieuświadomioną wiedzę, a raczej dyspozycję, pozwalającą na naukę dowolnego języka, używanego w jego otoczeniu. Chomsky uważał, że dziecko nie uczy się języka, tylko ta nauka dzieje się w nim sama. Dzisiejsze, bardzo modne skądinąd, językoznawstwo kognitywne mówi o języku jako odbiciu procesów umysłowych dziejących się w naszym mózgu, procesów poznawania i doświadczania świata. Co to znaczy? Język i procesy myślowe są ściśle ze sobą powiązane – nie jesteśmy w stanie wykształcić zdolności logicznego myślenia bez nauki jakiegokolwiek języka i na odwrót. Co więcej, oba te procesy się wzajemnie napędzają, co oznacza, że czym bogatszy nasz słownik, tym wyższe kompetencje rozumienia. A im wyższy poziom percepcji, tym łatwiej przyswajalny np. kolejny język. Wykładając łopatologicznie:  poziom myślenia naszych dzieci w przyszłości, zależy ode tego w jakim stopniu opanują one język. Im szybciej i lepiej go opanują, tym więcej czasu damy małym mózgom na powstawanie nowych połączeń nerwowych. Ponadto, nauka każdego kolejnego języka przychodzi łatwiej. Dlatego rozwój mowy w pierwszych latach życia jest tak ważny – to od niego zależy całokształt rozwoju intelektualnego człowieka. Nie ma badań na to, dokładnie do którego wieku dziecko powinno się nauczyć mówić, aby rozwijało się normalnie, gdyż najzwyczajniej takie badania byłyby nieetyczne. Biorąc jednak pod uwagę tragiczne historie dzieci trzymanych w całkowitej izolacji przez kilka/kilkanaście lat przez psychopatów udowadniają, że ta granica istnieje. Dzieci te przez brak kontaktu z językiem nie rozwinęły zdolności rozumowania i logicznego myślenia i, niestety, straty te są już nie do nadrobienia. Brak kontaktu z językiem ogranicza dzieci umysłowo.

Dzięki językowi potrafimy nazywać pewne zjawiska, zależności między nimi, uczymy się rozumieć elementarne pojęcia, opisywać rzeczywistość. Ponadto, naukowcy udowadniają, że umiejętność zwerbalizowania problemów wpływa na to, czy będziemy potrafili wyciągnąć wnioski i je rozwiązywać! Czy warto więc inwestować swój czas i chęci na jak najlepszą naukę języka/języków dla własnych dzieci?? Dzięki kompetencji językowej nasze dzieci mają bazę do tego, żeby nauczyć się jakiegokolwiek języka, ale to od nas: od dostarczania prawidłowych wzorców językowych, ich ilości i odpowiedniej stymulacji zależy, co dziecko z tym „zrobi”.

Kiedy zacząć? Czy dziecko rozpoznaje głos matki, będąc jeszcze w łonie?

Naukowcy udowodnili, iż mały człowiek zaczyna reagować na bicie serca matki już w 6. tygodniu życia płodowego. Natomiast jego ośrodek nerwowy, odpowiedzialny za zmysł słuchu osiąga gotowość do odbioru bodźców dźwiękowych między 16 – 20 tygodniem ciąży. Od tego czasu możemy świadomie stymulować słuch naszego dziecka.

Istnieje coś takiego jak pamięć prenatalna – noworodki pamiętają odgłosy zasłyszane w życiu płodowym, o czym świadczy fakt, że uspokajają się przy dźwięku bicia serca matki lub przy odgłosie tzw. białego szumu, przypominającego im pracę narządów wewnętrznych matki. Teraz uwaga: badania i eksperymenty dowodzą, że dźwięki wydawane przez niemowlęta mają podobny rytm i melodię co głos matki! Dzieci, którym czytano jeszcze podczas życia prenatalnego określoną bajkę, po narodzeniu wolą słuchać jej niż innej nowej. Niesamowite prawda? Jest na to dowód. Będąc w drugiej ciąży bardzo często śpiewałam starszakowi piosenkę o żabce, którą wyjątkowo sobie upodobał, czasami kilka razy dziennie. Nie zdziwię Cię chyba mówiąc, że gdy urodziła się Ula i zaczęłam jej śpiewać tę samą piosenkę, ona uspokajała się?

Czy można rozwijać kompetencje językowe lub wrażliwość muzyczną dziecka już w łonie matki?

Można. Mówienie i śpiewanie wpływa nie tylko na powstawanie więzi między matką a dzieckiem, ale także na jego rozwój ogólny. Ale uwaga! Istnieje wyższość aktywnej muzykalności nad biernym słuchaniem – znaczy to, że dużo większy wpływ na dziecko ma śpiewanie, tańczenie czy rytmizowanie przez matkę, niż samo słuchanie muzyki.

Jakiej muzyki słuchać w ciąży?

Pewnie powiecie – poważnej, a w szczególności Mozarta. A guzik prawda! Takiej, którą mama najbardziej lubi. Doznania muzyczne sprawiają fizyczną przyjemność, ciało się rozluźnia, wydzielają się endorfiny. O to właśnie nam chodzi, bo jeśli mama jest rozluźniona i szczęśliwa, to i dziecko. To o co chodzi z tym Mozartem? Muzyka twórczości tego wielkiego mistrza rzeczywiście jest polecana przez naukowców. Z tymże słuchanie Mozarta wbrew pozorom rozwija nie tyle zdolności muzyczne, ale ogólny potencjał umysłowy dziecka – a to wszystko ze względu na częstość występowania wysokich częstotliwości, uporządkowany ład i harmonię dźwiękową, przejrzystą formę, wyraźny rytm i melodię. Muzyka ta ma też ponoć wpływać na zdolności matematyczne, analityczne i językowe dziecka oraz sprzyjać nauce zapamiętywania i koncentracji. Także słuchajcie tego, co lubicie, a Mozart też nie zaszkodzi.

Co robimy jeszcze w ciąży?

  • Bodźcujemy. Śpiewamy, tańczymy, klaszczemy, rytmizujemy, no chyba, że ciąża jest zagrożona i nie możemy sobie pozwolić na takie wygibasy. Uczęszczamy na koncerty, jeśli mamy siłę, a jak nie chce się nam ciążowego brzucha ruszyć na miasto (co rozumiem!) to słuchamy różnorodnej muzyki w domu, ale przede wszystkim tej, która nam sprawia największą przyjemność.

Do jakiego wieku kształtują się zdolności muzyczne i językowe?

Psychologowie muzyki i neurolodzy są zgodni: zdolności muzyczne kształtują się od początku funkcjonowania aparatu słuchu i trwają do ok. 9 roku życia. Potem następuje tzw. mielinizacja, czyli uszczelnianie błony komórkowej, co powoduje brak możliwości powstania nowych połączeń nerwowych. Uczęszczanie na zajęcia rytmizujące, naukę tańca, gry na instrumencie, śpiewu powinno się więc zacząć zdecydowanie dużo wcześniej.

Ta sama granica tyczy się również nauki języków obcych. Jeśli poślecie dziecko na naukę chińskiego starsze niż 9 lat nawet 5 godzin dziennie 7 dni w tygodniu i będziecie mówić do niego jedynie po chińsku, to i tak native’a z niego już nie zrobicie. Przy ogromnej determinacji i zapale do nauki może być bardzo blisko native’a, ale wprawny słuchacz zawsze wychwyci inny akcent, intonację. Dlaczego? Każdy język posiada pewną częstotliwość. Nasze uszy tak jakby dostrajają się do częstotliwości języka ojczystego, z którym mieliśmy codzienny kontakt. Najlepiej słyszymy dźwięki, do których przywykliśmy. Dlatego gdy już dojdzie do procesu mielinizacji, nie będziemy w stanie dokładnie usłyszeć „obcych” dźwięków, a skoro nie usłyszymy, to tym samym nigdy perfekcyjnie nie powtórzymy. Dlatego jedynie uwrażliwiając ucho na częstotliwości różnych języków od najmłodszego wieku mamy szansę nauczyć się naprawdę dobrze jakiegoś języka.

Źródło: http://www.mcdobro.pl/zastosowanie/nauka-jezykow-obcych/

Co robimy?

  • Słuchamy muzyki, audio booków, bajek w różnych językach. Jeśli potrafimy, sami mówimy do dziecka w innych językach.

Od narodzin do pierwszych słów

Wróćmy do noworodków i skupmy się najpierw na ogólnej komunikacji. Zanim dziecko zacznie się z nami komunikować za pomocą słów, posługuje się przedwerbalnymi formami komunikacji, do których należą:

  • spojrzenia- dziecko np. upewnia się za pomocą wzroku czy jesteśmy w pobliżu. Znacie to? Maluch podąża w stronę gniazdka, obraca się, patrzy na mamę i tylko czeka, aż ta krzyknie „oj, oj!” 🙂
  • ruchy ciała – machanie nóżkami na widok czegoś fajnego
  • płacz – najbardziej oczywista forma kontaktu
  • mimika – wśród niej największą wartość niesie oczywiście uśmiech
  • wokalizacja – produkowanie dźwięków zbliżonych do mowy, krzyk, gruchanie, zabawy wokalne, gaworzenie, mowa niezrozumiała
  • gesty

Trochę o tych ostatnich, bo to ważne. Gesty dzielimy na: wskazujące (9-13 m.ż.) – jest to głównie prośba o przedmiot, np. dziecko wskazuje na konia na biegunach i ty już wiesz, że teraz go będziesz na niego wsadzać i zesadzać przez najbliższe pół godziny 🙂 Mamy też gesty reprezentujące (przeważnie powyżej 14 m.ż., ale może być wcześniej) – są  to trwałe układy ruchów ciała, którym odpowiadają znaczenia. Gesty te zastępują bądź reprezentują informację – np. dziecko pokazuje „nie ma” przez rozkładanie rąk, robi „papa”, pokazuje jakie jest duże wznosząc ręce nad głowę. Dziecko najpierw posługuje się samymi gestami, wyższy poziom komunikacji to łączenie gestów ze słowami. Badania udowadniają, że dzieci najpierw łączą dwa gesty lub gest i słowo (mówi „papa” i pokazuje machając rączką), po to by zacząć łączyć słowa. O posługiwaniu się językiem możemy mówić wtedy kiedy dziecko łączy wyrażenia deiktyczne z gestami, czyli pokazywanie palcem i mówienie „tu” lub „tam”.  

Co robimy?

  • Włączamy w nasze codziennie kontakty wszystkie powyższe formy komunikacji. Przede wszystkim reagujemy na próby komunikacji: na spojrzenia, gesty, mimikę, płacz, ruchy ciała i wokalizację, czyli innymi słowy na potrzeby dziecka. Nasza informacja zwrotna będzie dla dziecka sygnałem do podejmowania dalszych prób komunikacyjnych.
  • Pokazujemy palcem, stroimy miny, nadymamy policzki, puszczamy oko, wystawiamy język, robimy dziubek i do tego gruchamy, piszczymy, syczymy, mlaskamy i co tylko przyjdzie nam do głowy. Kiedyś, zanim miałam dzieci, widząc matkę gruchoczącą w kierunku wózka i strojącą głupie miny, wydawało mi się, że już dawno zachorowała na odpieluszkowe zapalenie mózgu i w ogóle, że kompletnie padło jej na głowę 🙂 Nic bardziej mylnego. To wszystko wpływa na rozwój mowy dziecka. Jak? Dziecko uczy się przez naśladowanie, nim się spostrzeżesz,  zacznie Ci „odpowiadać” swoimi wersjami minek i dźwięków.
  • Naśladujemy różne dźwięki, bawimy się w powtarzanie szelestu liści, pukania w drzwi, wycia syreny. Bo samolot robi fruuuuu, a karetka ija-ija-ija. Takie językowe potyczki są dla dziecka świetną zabawą i treningiem.
  • Mając wiedzę o gestach możemy stymulować dziecko, zachęcać do tego, by np. pokazując dołączało do gestu słowo. Na nic się zdadzą nasze próby nauczenia dziecka łączenie wyrazów np. niebieski samochód, zanim dziecko nie nauczy się łączyć gestów ze słowami. Sami pokazujemy i opisujemy, co widzimy.

Polecam Wam dwa poniższe filmiki. Pierwszy z nich obrazuje co dziecko może wyczytać z głosu mamy, nie znając ani słowa. Na drugim natomiast zobaczycie jaką krzywdę robimy dziecku, nie reagując na jego komunikaty przedwerbalne.

W pierwszym roku życia dziecka ważne, abyśmy stwarzali mu okazje do konwersacjopodobnych kontaktów. Co to znaczy? To znaczy, że mamy otaczać dziecko mową, ale nie tylko. Szczególnie ważna jest nauka zachowań komunikacyjnych. Naszą rolą jest inicjacja kontaktów, tłumaczenie zależności, dostarczanie kontekstu i wsparcie. Pięknie powiedziane, ale jak?

Co robimy?

  • Mówimy, mówimy, mówimy, w myśl zasady „zalewania” dziecka potokiem słów. Wiem, że nie każdemu przychodzi to z łatwością. Mi nie przyszło. Jakoś dziwnym mi się wydawało ciągłe mówienie do noworodka, które leży niczym ameba, jeszcze porządnie mnie nie widzi i zdaje się niczego nie rozumieć. Ale daj sobie czas. Potem spędzając z noworodkiem całe dnie, siłą rzeczy zaczynasz nadawać jak najęta, bo najzwyczajniej brakuje Ci kontaktu ze światem 🙂 Opowiadaj co robisz, jak się czujesz, opisuj rzeczywistość, opowiadaj bajki, co zechcesz.
  • Mówimy do dziecka, dając mu czas na odpowiedź. Nawet, gdy początkowo będzie patrzeć na nas jak na idiotów, zaręczam, że po czasie zacznie wypełniać ciszę pomrukiwaniem, sapaniem, dmuchaniem i innymi próbami wokalizacyjnymi. Jak i co mówimy także ma znaczenie. Mówimy, dostarczając jak najbardziej prawidłowy wzorzec językowy dziecku. Wiadomą rzeczą jest, że każdy popełnia błędy językowe, nikt nie urodził się Miodkiem, więc spokojnie, nie zachęcam Cię do używania polszczyzny z Pana Tadeusza. Ale. Przede wszystkim:
  • Nie zdrabniamy! Wiem, że pokusa jest straszna, no bo jak widząc takie maleństwo nie zdrabniać? Jak jego słodkie malutkie stópki nazywać stopami, tłuściutki brzuszek brzuchem, a słodkie paluszki palcami? Ha ha! Wiem, wiem, że przy dziecku trudno się powstrzymać, no bo takie słodziutkie rączunie, ubranie w różowiutki sweterek, a może piciu się chce, a może pójdziemy na spacerek, założymy butki, szalik i czapeczkę, po drodze weźmiemy wózeczek i pudełeczko na ciasteczka. Trudno tak nie powiedzieć prawda? Szczególnie, gdy nam wejdzie w nawyk. Sama wielokrotnie się łapię na tym, że zdrabniam, ale mając świadomość, hamujmy się.
  • Gorsze od zdrabniania jest chyba ciumkanie i mówienie dziecięcym językiem. Nie róbmy tego na Boga! Nie mówmy: Cio pelełeczko, chces albuza? Jak potem dziecko ma to powtórzyć?
  • Zwracamy uwagę na to, w jaki sposób używamy języka. Możemy wyróżnić 2 główne sposoby. Sposób referencyjny polega na nazywaniu obiektów i odnoszeniu się do przedmiotów. Tu stoi biały stół. A tam leży niebieska piłka. Dziecko uczy się w ten sposób przypisywania nazw. Sposób ekspresyjny polega na wyrażaniu stanów, emocji, opisuje relacje społeczne. Tu stoi biały stół. Ale ten stół jest brzydki. Fuj! Bardzo mi się nie podoba. Ale za to ta niebieska piłka jest taka fajna, kolorowa, ach! I tu uwaga. Musimy obserwować swoje zachowania językowe. Ja dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, że w mojej mowie do Grzesia przeważa pierwszy styl. Grześ poznał przez to mnóstwo przedmiotów, posługiwał się wieloma rzeczownikami. W moich opisach rzeczywistości brakowało natomiast emocji. Grześ wiedział już, że to piłka, a to lala, dzwonek, klocek, auto, ale patrzył na mnie z tępym wyrazem twarzy, gdy pytałam o to, czy coś jest fajne, ładne, czy się podoba itp. Dopiero, gdy zaczęłam moje wypowiedzi ubarwiać i dodawać emocje, po czasie zajarzył, a co mamuśce chodzi 🙂
  • Sadzamy wspólnie przy stole. Jeśli domaga się uwagi, dajemy mu ją. Stwarzamy przestrzeń dla rozmowy. Często zdarza się, gdy żywo z kimś dyskutujesz, dziecko się uaktywnia i stara się was wręcz „przekrzyczeć”. Pozwól mu być wysłuchanym, zareaguj przytakiwaniem głową, odpowiedzią, hm? Tak? Naprawdę? I co jeszcze nam powiesz? W ten sposób zachęcamy małego człowieka do prób.
  • Uczymy zachowań komunikacyjnych. Gdy gdzieś wchodzimy, witamy się. Wychodząc żegnamy. Dziękujemy, prosimy. Mówimy sto lat, gdy ktoś kichnie.
  • Czytamy książki. Każdy ma ograniczony zasób słów, swoje ulubione powiedzonka i zwroty, których używamy częściej. Jest też cały zestaw słów, które znamy, ale których nie używamy w ogóle lub bardzo rzadko. Dlatego czytamy dziecku bajki, by rozwijać zasób słownictwa i „otwierać” uszy dziecka na wszystkie nowe słowa i dźwięki. Poza tym, ile można wymyślać monologi samemu? 🙂 Bajki nam to znacznie ułatwiają.

Rozwój mowy a sposób karmienia

Mięśnie, których dziecko używa podczas przyjmowania pokarmów będą w przyszłości odpowiadały za mówienie. Dlatego to w jaki sposób karmimy nasze dziecko ma olbrzymi wpływ na prawidłowe kształtowanie się narządów artykulacyjnych.

Mowa a karmienie piersią. Nadal w pewnych kręgach pokutuje przekonanie, że karmienie piersią negatywnie wpływa na rozwój aparatu mowy. Otóż jest na odwrót. Podczas karmienia piersią dziecko ćwiczy mięśnie żuchwy, policzków, język, układa usta w prawidłowy sposób, a ponadto uczy się prawidłowego oddychania. Dziecko podczas ssania piersi wykonuje niezwykle żmudną pracę, co jest doskonałym treningiem dla narządu mowy. Jednocześnie ssie, oddycha i połyka pokarm, dzięki czemu rozwija narząd artykulacyjny i ćwiczy prawidłowy tor oddechowy przez nos.

Smoczek i butelka. Zgoła inaczej sprawa ma się przy karmieniu butelką i używaniu smoczka. Wiem, wiem, wrażliwy temat. Niechaj pierwsza rzuci kamieniem ta mama, która nigdy nie podała dziecku butelki 🙂 Moje pierwsze dziecko z założenia miało być niebutelkowe i niesmoczkowe, bo naczytałam się czym to grozi. Ale teoria swoją drogą, a praktyka swoją. Nie był to zresztą pierwszy raz, kiedy sobie coś założyłam w związku z tym, jak będę wychowywać dziecko, a nie wyszło 🙂 Używaliśmy więc, ale z umiarem. Trzeba mieć jednak na uwadze, że u dzieci butelkowych i smoczkowych dużo częściej pojawiają się wady zgryzu, a to dlatego, że dziecko zapamiętuje nieprawidłowy mechanizm układania języka, żuchwy. Narząd artykulacyjny nie działa jak powinien, większość mięśni nie jest aktywizowanych, np. język i wargi, a zatoki szczękowe rozwijają się słabiej. Podczas picia butelką dziecko nie jest w stanie jednocześnie ssać, oddychać i połykać, co sprawia, że musi przerywać picie, na wzięcie oddechu, a to grozi niestety zapamiętaniem niewłaściwego wzorca oddychania, a w późniejszym czasie, częstymi infekcjami. Jeśli już musi być butelka, to prawidłowo trzymana, nieopierana o brodę dziecka (nieprawidłowa praca żuchwy). Co do smoczka najważniejsze jest to, abyśmy w życiu nigdy przenigdy nie pozwalali dziecku mówić ze smoczkiem w ustach.

Papki, pokarmy stałe, kubeczek, łyżeczka

Gryzienie i żucie to świetny trening dla narządów mowy, więc rezygnujmy z papek i jak najwcześniej podawajmy pokarmy stałe. Tak, nawet jeśli dziecko nie ma jeszcze zębów, ze spokojem „pogryzie” sobie np. kawałek warzywa czy skórkę chleba dziąsłami. Możemy dziecku od początku rozszerzać dietę podając kawałki pokarmów, w myśl BLW, ale pamiętaj, ze gdy zdecydujemy się na karmienie łyżeczką lub karmienie mieszanie, karmimy zawsze w pozycji siedzącej, nie wpychamy do buzi, tak, by dziecko, jak najwięcej się samo napracowało. Podając zupę, czy napoje w kubku opieramy go o dolną wargę, tak by stymulować dziecko do „ściągania” napoju samemu.

Co robimy?

  • W miarę możliwością karmimy piersią, wykluczamy, bądź maksymalnie ograniczamy smoczek, butelkę
  • Wykluczamy bądź ograniczamy papki, na rzecz pokarmów stałych
  • Picie podajemy z kubka, bidona, w prawidłowy sposób i w prawidłowej pozycji

Wytrwaliście? Wspaniale. Wiem, że to dużo teorii, ale uwierzcie mi, nauka popłaca. Nie stresujcie się też, gdy nie uda Wam się spełnić wszystkich „przykazań”. Jesteśmy tylko ludźmi, a przeważnie bardzo styranymi codziennością z maluchem mamami, więc to, że nie karmicie piersią, zdrabniacie wypowiedzi, czy nie podchodzi Wam zabawa w naśladowanie głosów lokomotywy nie znaczy, że Wasze dziecko nie rozwinie się prawidłowo. Nauka mowy to długotrwały proces, na który wpływa milion czynników. W razie jakichkolwiek wątpliwości zgłoście się do logopedy. W każdym razie macie wiedzę, a do całej reszty potrzeba czasu i cierpliwości. Powodzenia!

Sporo się napracowałam, tworząc ten wpis, więc będę wdzięczna, jak udostępnicie innym rodzicom. Dzięki!

 

Źródła

1 comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *