Rozwój mowy u dzieci 12m+

Dzisiaj przedstawię Wam rozwój mowy dziecka między 1 a 2 (3) rokiem życia na przykładzie Grzesia. Nie twierdzę, że jest on słuszny i jedyny. Ma Wam jedynie zademonstrować, jak MNIEJ WIĘCEJ rozwija się mowa dziecka w tym czasie. W drugiej części wpisu przedstawię Wam moje patenty na stymulowanie mowy, więc jeśli to Was najbardziej interesuje, pędźcie od razu na dół strony.

O ile w trakcie ciąży i w pierwszym roku życia zachęcamy dzieci do podejmowania prób w komunikacji, to po skończonym roczku zaczyna się najlepsza zabawa. Dlaczego? Latorośl zaczyna wypowiadać pierwsze PRAWDZIWE słowa, a nie tylko gugu 🙂 To ogromna frajda obserwować jak dziecko, z którymi do tej pory porozumiewaliśmy się mniej lub bardziej na migi, zaczyna z nami ROZMAWIAĆ. Fascynujące!

1-5 słów na roczek

W okolicach roczku dziecko powinno statystycznie znać ok. 1-5 słów. Rozwój mowy jest skokowy, co znaczy, że od użycia pierwszego słowa słownik dziecka rozszerza się baaardzo powoli przez pierwsze miesiące, a następnie są okresy, gdy rośnie w szalonym pędzie. Może być tak, że Twoje dziecko na roczek mówi tylko „mama”, ale za 3 miesiące zna już 30 słów. Na tym etapie rozwoju dziecko posługuje się holofrazami, czyli jednowyrazowymi zdaniami często połączonymi z gestami. Na ich rozumienie przeważnie wpływa kontekst sytuacyjny tzn. , że dziecko mówi np. „pi-ciu”, pokazując rączką na kubek, co oznacza „chcę się napić”. Grzesiu wraz ze skończonym 12 miesiącem życia wypowiadał: mama, tata, koń, kaczka, papa, dada, tak. Potem przez kolejne 1-2 miesiące nie nauczył się prawie nic, by ok. 14 miesiąca wystrzelić jak z rakiety.

14 miesięcy

Myszek z dnia na dzień zaczął powtarzać wszystkie zasłyszane słowa jak papuga. Najpierw super mu szła nauka rzeczowników, którą stymulowałam przy okazji zabawy z kartami i książeczkami (o czym później), chłonął jak gąbka wyrazy, których odpowiedniki istniały w jego najbliższym otoczeniu. Były to głównie zabawki np. auto, piłka, lala. Po następnym miesiącu zaczął posługiwać się czasownikami, a wśród jego ulubionych słów znalazło się oczywiście „bawić”. Poza tym najpierw mówił „nie” bez zrozumienia, gdy już jednak połapał się jaką moc ma to słowo, zaczął go używać nagminnie 🙂

Mowa tak małego dziecka charakteryzuje się hiperregularyzacją – to znaczy, że popełnia błędy na podstawie zdobytej wiedzy językowej. I tak dla Grzesia na początku wszystkie czasowniki kończyły się na „-ić” jak „bawić”, „-ać” jak spać lub „-eć” jak mieć. Prowadziło to do bardzo zabawnego tworzenia neologizmów typu „myjeć” zamiast myć, „pijeć” zamiast pić. Pewnego dnia rano myślałam, że pęknę ze śmiechu, gdy usłyszałam głos Grzesia dochodzący z łóżeczka, wołający „bierzeć, bierzeć!”. Popędziłam do niego i od razu się domyśliłam o co chodzi. Do tej pory, biorąc go z łóżeczka, zawsze powtarzałam „Mama już Cię bierze z łóżka”, skoro „bierze”, no to „bierzeć” 🙂

Wynika to z tego, że nauka gramatyki języka odbywa się poprzez intuicję językową języka rodzimego. Dziecko podświadomie samo porządkuje sobie język na podstawie reguł semantyczno-syntaktycznych. Skoro kierowca, to ten co kieruje, to równie dobrze pianista to będzie ten, co robi pianę 🙂 Skoro dać jeść koniowi, to np. piesowi:) i tak dalej..

Dziecko uczy się powtarzając, w zależności od tego, na co jego ośrodek mowy umiejscowiony w mózgu pozwoli mu na danym etapie rozwojowym. I tak Grześ w okolicach 14 miesiąca powtarzał większość słów 2-sylabowych. Gdy słowo było dłuższe, powtarzał dwie ostatnie sylaby np. „mo-chód” zamiast „sa-mo-chód”. Nie mogłam się doczekać kiedy zacznie mówić słowami 3-sylabowymi słowami. Nastąpiło to dopiero ok. 18 miesiąca. Był to jednak przełomowy okres w jego rozwoju.

 18 miesięcy

Myszek w wieku 18 miesięcy zaczął posługiwać się trzysylabowymi słowami, każdego dnia uczył się kilku nowych słów. Posługiwał się wieloma wyrazami dźwiękonaśladowczymi np. „ija-ija” to był ambulans, „ciu-ciu” to ciuchcia, „ti-tit” auto. Zaczął mówić swoje imię i kojarzyć o kim mowa 🙂 Po kilku tygodniach zaczął tworzyć pierwsze zdania 2 wyrazowe: chodź tu, nie wiesz, z tyłu, na dwór, mama idzie, auto jedzie, Grzesiu je. Na tym etapie normalne jest tworzenie zlepków wyrazów, nie stosując reguł gramatycznych np. „mama dać” zamiast „mamo daj”.

Myszek w wieku 1,5 roku znał około 100 słów. Tak, zapisywałam i liczyłam. Mówiłam Wam, że mam hopla 🙂 Ponadto posiadał bierną znajomość wielu innych słów, to znaczy, ze ich nie powtarzał, sam nie używał, ale wiedział o czym mowa. Np. mówiłam „podejdź do lustra” to on podchodził lub „podaj straż pożarną” to on podawał.

18-24 miesiące

Cały drugi rok życia dziecka pod względem mowy nazywa się okresem wyrazu. To pojedyncze słowo dominuje, czasami oznacza tylko przedmiot, a czasami przedmiot, czynność i/lub stosunek do niej. Mowa agramatyczna powoli ustępuje miejsca stosowaniu końcówek koniugacyjnych. Strasznie mnie rozczuliło, gdy po raz pierwszy Myszek zaczął odmieniać wyrazy. Nie mówił już więc „bawić klocki”, tylko „bawić klockami”. Pomału wykształca się też przeważająca jedna funkcja językowa, na którą wpływ ma sposób mówienia rodzica, o czym pisałam więcej w poprzedniej części (KLIK).

Wraz z poszerzaniem słownika dziecka zauważamy zjawisko nadrozciągłości znaczeń – dziecko używa danego słowa do wielu przedmiotów z jednej kategorii, zauważając jakieś podobieństwo. Myszek na przykład znał słowo „drzewo”,  tłumaczyłam mu, że drzewo rośnie w ziemi, ma konar, gałęzie i liście. Pewnego dnia wskazał w domu na roślinę doniczkową i powiedział „o! drzewo!”, i tym razem prawie pękłam ze śmiechu. 

Ponadto dzieci w tym wieku rozumieją wszystko dosłownie, nie znają jeszcze konceptu metafor i utartych powiedzeń. I tu anegdota: pewnego dnia widząc jak Grześ nieporadnie trzyma swój  „kubek” obiema rękoma, powiedziałam „Grzesiu, nie trzymaj kubka dwoma rękoma, tylko chwyć go za ucho”. Konsternacja, chwila zastanowienia. I co robi Grześ? No jasne, łapie się za swoje ucho 🙂

2 lata

Trzeci rok życia nazywany jest okresem zdania, gdyż dziecko zaczyna tworzyć swoje pierwsze zdania i doskonali się w tej umiejętności. Po 2 r.ż. wzrasta długość wypowiedzi, poprawność, zaznaczają się różnice płciowe. Pod koniec 2 r.ż. dominują wypowiedzi zdaniowe jednokrotnie złożone współrzędnie, a potem podrzędnie. Od 2 r.ż. dziecko średnio poznaje aż 9-10 słów dziennie. Grześ przed ukończeniem 2 roku życia mówił zdaniami, jego zasób słownictwa był bogaty.

Co gdy mój 2-latek nie mówi?

W 2014 roku ruszyła ogólnopolska akcja logopedów „Dwa słowa na dwa lata to o 270 słów za mało!”. W ramach akcji organizowano bezpłatne konsultacje logopedyczne dla dzieci do 3 roku życia. Wtedy po raz pierwszy głośno zaczęło się mówić o tym, że lekceważenie przypadków niemówiących w ogóle 2-latków to błąd. Dobrze rozwijający się 2-latek powinien znać ok. 300 słów, niektóre źródła mówią o 400. Nadal pokutuje przekonanie, że „chłopcy zaczynają mówić później” lub „dziecko do 3 lat ma czas na naukę mowy”. Trzeba sobie zdawać sprawę, że wiele z niemówiących w ogóle 2-latków to dzieci z różnego rodzaju zaburzeniami rozwoju i im wcześniej zareagujemy i zaoferujemy im pomoc terapeutyczną i logopedyczną, tym szansa na przyszłościowe deficyty jest mniejsza. Każdy przypadek 2-latka o mniejszym zasobie słów niż 270 lub mówiącego jedynie w swoim języku lub nie mówiącego w ogóle kwalifikuje się do konsultacji z logopedą! Oni naprawdę nie gryzą!

3 lata

3-letnie dziecko powinno znać ok. 1000-1500 słów. Dominują zdania jednokrotnie złożone współrzędnie, a zdanie składa się z 3-20 słów. Dziecko buduje zgodnie z zasadami gramatyki wszystkie rodzaje zdań. SoskonalD mowę, dość swobodnie posługuje się językiem, mimo, że nadal ma spore trudności z gramatyką i fonetyką. Ale spokojnie, na to przyjdzie jeszcze czas. Prawidłowa wymowa najtrudniejszych głosek wykształca się do około 5-6 roku życia.

Jak stymulujemy rozwój mowy po 1 roku życia

Co robimy? A raczej czego nie robimy?

Dodajemy do gestów słowa

Często jest tak, że porozumiewamy się z dzieckiem za pomocą gestów. W ten sposób idziemy na łatwiznę i nie stwarzamy okazji do tego, aby zachęcić dziecko do mówienia. Żeby umożliwić dziecku rozwój, powinniśmy stwarzać okazję do tego, aby przejmowało ono nasz sposób komunikacji (czytaj słowa i zdania), a nie my jego (czytaj mruczenie, płacz, gesty). Przykład: dziecko coś pokazuje palcem w kuchni, a my  biegamy, również pokazując palcem, pytając: Chcesz to? A może to? A może tamto i sramto? A ono tylko kiwa głową. W ten sposób nie zachęcimy dziecka do mówienia. Na tym etapie ważne jest, aby do gestu dołączyć słowo.

Przykład:  Pokazujemy na kubek i mówimy „kubek”. O tym, że dziecko najpierw łączy gest i słowo, a dopiero potem słowo ze słowem, pisałam ostatnio [KLIK]. Po czasie zachęcamy dziecko do nazywania potrzeb, pytając „Powiedz co chcesz”, aby wyeliminować samo pokazywanie palcem.

Nie mówimy językiem dziecka

Dziecko nazywa rzeczywistość po swojemu. Nie używamy więc słów, które dziecko sobie przypisało do jakiegoś przedmiotu/czynności, tylko mówimy normalnym „dorosłym” językiem.

Przykład:

Zamiast „Idziemy dada” – „Idziemy na dwór”

Zamiast  „Chcesz am?” –  „Chcesz jeść?”

Zamiast „Będziemy robić nyny” – „Będziemy spać”

Zamiast „Mam Cię wziąć apa?” – „Czy mam Cię wziąć na ręce?”.

Eliminujemy TAK/NIE

TAK i NIE to bardzo fajne słowa, dzięki którym wskakujemy z dzieckiem na wyższy poziom komunikacji. Po czasie jednak sami sobie strzelamy w kolano, bo zadajemy pytania, na które dziecko odpowiada tylko TAK lub NIE. Chcesz pic? Chcesz kanapkę? Podać Ci ten klocek? Będziemy teraz wozić lalę w wózku? Idziemy na dwór?  Dla dziecka to bułka z masłem.

Przykład: Dajemy wybór, dzięki czemu dziecko będzie zmuszone zwerbalizować swoją potrzebę.

Zamiast „Chcesz pić” –  „Chcesz wody czy herbaty?”

Zamiast „Chcesz jeść?” – „Chcesz kanapkę czy biszkopta?”

Zamiast „Podać Ci te klocek?” – „Podać Ci zielony czy czerwony klocek?”

Zamiast „Chcesz wozić zabawkę w wózku?” – „Kogo będziemy wozić w wózku, lalę czy małpkę?”

Zamiast „Chcesz iść na dwór?” – „Wolisz iść na dwór czy bawić się ze mną w domu?”

Powtarzamy po dziecku

Gdy dziecko już zacznie łączyć gesty i słowa, oraz dwa słowa, powtarzamy jego wypowiedzi, wzbogacając je.

Przykład:

Dziecko mówi „Pokój. Klocki.”, na to my – „Chcesz iść do swojego pokoju pobawić się kolorowymi klockami?”.

Dziecko pokazuje na niebo: „frrrr, tam”, my: „Tam na niebie leci ptak i robi frrrrr”.

Poprawiamy, nie poprawiając

Dziecko będzie robiło mnóstwo błędów, zarówno fonetycznych, jak i gramatycznych. Aby wykształcić prawidłowy wzorzec językowy, stosujemy zasadę, której używa się także przy nauce języków obcych. To znaczy, że nie mówimy „Tak się nie mówi, tylko tak się mówi”, to zraża do dalszych prób. Zamiast tego powtarzamy po dziecku konkretne słowo, zdanie, używając poprawnej formy.

Przykład:

Dziecko: Mama! Damy jeść piesowi!

Rodzic: Tak Kochanie, damy jeść psu!

D: Chcę układać puzzele.

R: Dobrze, podam Ci puzzle i będziemy je układać.

UWAGA! Co do błędów fonetycznych. Dziecko popełnia błędy fonetyczne, mimo że zna poprawną formę, wynika to z tego, że dopiero ćwiczy swój aparat artykulacyjny. Uczy się poprawnej wymowy najtrudniejszych polskich głosek dopiero ok. 5-6 roku życia, więc na początku jego fonetyka będzie bardzo słaba. Nie znaczy to, że mamy na okrągło poprawiać każde niewypowiedziane „r”, „l” czy „sz”, bo po prostu nie bylibyśmy w stanie. Poprawiajmy więc, ale z umiarem raz na jakiś czas.

Przykład:

Dz: Ale fajny lowel!

R: Zgadzam się z Tobą, ten rower jest bardzo fajny!

Rozmawiamy jak z dorosłym

Twoje dziecko zna już sporo słów, a Ty w rozmowie z nim starasz się używać właśnie tych słów, które ono zna, żeby Cię zrozumiało? To błąd. Żeby nieustannie poszerzać słownik dziecka, mówimy do niego praktycznie jak do dorosłego, używając nawet nieznanych mu słów. Spokojnie, dziecko zrozumie o czym mowa z kontekstu. A jak nie zrozumie, to wtedy dopiero tłumaczymy „prostszym” językiem, po czym znowu powtarzamy trudniejszą wersję.

Przykład:

R: Spójrz Marysiu, po drugiej stronie drogi stoi samochód pomalowany w kolorowe kwiaty. Prawda, że pięknie wygląda?

Nawet jeśli Marysia nie zna wyrazu „samochód”, tylko „auto” to domyśli się o czym mowa. Jeśli nadal ma problem, powtarzamy to samo zdanie ze słowem „auto”.

Bawimy się

Mój ulubiony punkt. Nic tak nie rozwija dziecka jak nauka przez zabawę.

Czytamy wiersze, najlepiej na początek te rymowane. Uczymy nowego słownictwa, pokazując. W Internecie znajdziecie mnóóóóóóóóóstwo wierszy typu:

Tu paluszek, tu paluszek,

kolorowy mam fartuszek.

Tu jest rączka, a tu druga,

a tu oczko do mnie mruga.

Tu jest buźka, tu ząbeczki,

tu wpadają cukiereczki.

Tu jest nóżka i tu nóżka,

Chodź zatańczyć jak kaczuszka.

Po czasie omijamy pewne słowa i zachęcamy dziecko do dopowiadania.

Przykład:

R: Stoi na stacji lokomotywa. Ciężka, ogromna i pot z niej….

D: Spływa!

Zabawy z wyrazami dźwiękonaśladowczymi

Udajemy dźwięki wydawane przez zwierzęta, pojazdy, wiatr itp. Dzieci uwielbiają takie potyczki językowe. Tu także znajdziecie wiele pomocy w wierszach i piosenkach, np. „Dziadek fajną farmę miał, ijaijao” „My jesteśmy krasnoludki”, „Sroczka kaszkę warzyła”.

Przykład:

Jedzie pociąg – fu, fu, fu
Trąbka trąbi – tru, tu, tu
A bębenek – bum, bum, bum
Na to żabki – kum, kum, kum…
Woda z kranu – kap, kap, kap
Konik człapie – człap, człap, człap
Mucha brzęczy – bzy, bzy, bzy
A wąż syczy – sss, sss, sss…

Zabawy, które rozruszają aparat artykulacyjny

Pijemy przez słomkę. Robimy przez słomkę bąbelki w szklance wody. Gwiżdżemy na gwizdku. Dmuchamy balon lub rozkładaną trąbkę. Zagryzamy w zębach korek i tak powtarzamy wierszyk.

Stymulujemy muzycznie. Śpiewamy wspólnie piosenki. Rytmizujemy. Klaszczemy. Chodzimy na koncerty. Zachęcam Was do brania udziału w inicjatywach przygotowanych specjalnie dla dzieci, wszelkich zajęciach muzycznych dla maluchów np. koncerty w Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy „Od brzuszka do uszka maluszka”. Dzieci nie tylko rozwijają się muzycznie, uczą się zasad kultury – przestrzegania względnej ciszy podczas występu, w przerwach recytujemy wspólnie fajne wierszyki, kołyszemy dzieciaki, gilgamy, mówimy do uszka itp.

Korzystamy z pomocy naukowych

Kart z obrazkami, słowników obrazkowych, książeczek. Co sprawdziło się u nas?

Karty obrazkowe Kapitan Nauka. Grześ dostał w prezencie i to był strzał w dziesiątkę. Używaliśmy od roczku przez wiele miesięcy, praktycznie do dzisiaj. Możliwości wykorzystania takich kart są naprawdę ogromne. Grześ nauczył się dzięki nim nazw pojazdów. Gdy już opanował nazwy, bawiliśmy się w memory: pokazywałam mu trzy karty, obracałam i pytałam „gdzie jest rakieta?” i tak z wszystkimi kartami raz dziennie, świetny trening umysłu. Gdy już ta zabawa się znudziła, bawiliśmy się w segregowanie pojazdów na pływające, latające i jeżdżące.

Książeczki. Fajnych pozycji książkowych szczególnie przydatnych przy nauce mowy starczyłoby na osobny wpis. Najważniejsze, aby przekonać dziecko, że książki są fajne. Polecam więc serię książeczek, które Grześ dostał w prezencie jak miał rok i absolutnie się w nich zakochał. Spędziliśmy z nimi wiele wieczorów przez dobre kilka miesięcy. Wydawnictwo Wilga seria  „Szukaj, łącz, poznawaj” – Kolorowe pojazdy, Kolorowe zwierzęta, Kolorowe liczby.

Czu-czu

Uwielbiam. Ich pomoce są naprawdę świetne przy rozwoju mowy. Trenują motorykę małą (sprawne rączki poprzez układanie) i rozwijają mowę. Mamy kilka sprawdzonych zestawów od Czu-czu. Najbardziej przypadł nam do gustu zestaw „Przeciwieństwa”, dzięki któremu Grześ nauczył się wielu przymiotników np. „mokry-suchy lew”, „długa-krótka gąsienica”, „gruby-chudy kot”.

Zestaw na nauki globalnego czytania

Długo polowałam na ten zestaw, bo jest dość drogi (około 100 zł), więc jak zdarzyła się promocja, brałam w ciemno! Idea globalnego czytania polega na tym, że dziecko zapamiętuje wyraz jako obrazek. Dzięki temu „czytania” możemy uczyć dziecko już od pierwszych miesięcy życia. Dziecko nie głoskuje, ani sylabizuje, tylko przyswaja wyraz np. „kot” w postaci graficznej i tak go zapamiętuje. Karty są dwustronne. Po jednej stronie znajduje się dany wyraz oraz jego odpowiednik graficzny, po drugiej stronie sam wyraz. Dzięki nauce/zabawie globalnego czytania, dzieci czytają proste wyrazy już w wieku 2-3 lat, zobaczcie sobie filmiki na youtube. Dzięki takiej zabawie w czytanie, późniejsza nauka „normalnego” czytania, znajomość liter, głosek i sylab idzie dużo łatwiej.

Możliwości wykorzystania kart są ogromne. My bawimy się z Grzesiem w ten sposób:

Ustawiam karty w pokoju. I pytam „Gdzie jest oko?” , „Gdzie jest lek?” A on biega i pokazuje. Uczy się nowych słów i jest ciągle w ruchu, więc korzyść podwójna 🙂

Ustawiam karty na podłodze i robimy „Hop na las! Hop na wodę! Hop na lalę”. Uczymy się od razu odmiany wyrazu.

To byłoby na tyle. Pewnie i tak zapomniałam o wielu rzeczach, ale jak sami widzicie, temat ten jest mi szczególnie bliski. Korzystajcie z opisanych przeze mnie patentów i jak macie swoje sprawdzone sposoby na naukę przez zabawę, koniecznie się z nimi podzielcie. Nauka mowy, poznawanie języka to naprawdę ogromna frajda, zarówno dla dziecka, jak i dla rodzica. Cieszcie się tym czasem. A potem? Hm… przychodzi taki okres, w którym właśnie jest Grześ, że czasami chcę, żeby już przestał mówić… hehe 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *